Kolejna kłótnia z rodzicami, kolejne złe wieści od "przyjaciół". Siedziałem późnym wieczorem na parapecie w swoim pokoju. Niebo rozświetlały gwiazdy i księżyc. Wielka niedźwiedzica nakreśliła swój kształt. Delikatna poświata ciągnęła swoją mleczną drogę. Smutek i cierpienie schodziły na drugi plan. Wstałem z parapetu. Po cichu zszedłem do drzwi wejściowych i jak najciszej wyszedłem. Patrząc w niebo szedłem przed siebie. Gdzie? W miejsce gdzie wszystko stawało się prostsze. Był to mały staw wędkarski. W dzień tylko kilku starszych panów zawsze łowiło ryby. Teraz nie było nikogo, a przynajmniej tak mi się wydawało. Szedłem w kierunku ulubionego pomostu. Zza zakrętu go zobaczyłem. Siedział na brzegu drewnianego mostu z nogami w wodzie.Miał na sobie tylko podarte spodnie. Z jego pleców wyrastały potężne, białe skrzydła. Oniemiałem z wrażenia. Kucnąłem i zza drzewa przyglądałem się mu. Był wysoki, spodnie idealnie oplatały mu biodra. Miał ciemne, mokre włosy przyklejające się do jego twarzy. Chciałem zobaczyć jaki ma kolor oczu, jakie ma usta, jaki jest w... O cholera. On patrzy na mnie. Widzę jego chłodne, niebieskie oczy. Zacząłem drżeć. Wstał. Serce biło mi jak szalone, nie ruszałem się. Ciągle patrzył na mnie. Nie mógł mnie zauważyć, przecież! A jednak przenikał mnie wzrokiem. Rozpostarł skrzydła i odleciał. Miałem ochotę krzyczeć i płakać.
***
Minęło kilka dni. Co noc chodziłem nad staw. Nie było go. Chciałem się już poddać. Postanowiłem, że dziś pójdę ostatni raz. Poczekałem, aż wszyscy zasną. Cicho wyszedłem z domu. Nie zauważyłem, że zaczęło lekko padać. Miałem to gdzieś. Tenshi... Tenshi gdzie jesteś? Szedłem pospiesznym krokiem w tamto miejsce. Zmierzałem w kierunku owego pomostu. Zobaczyłem go. Siedział tam w tej samej pozie.Nie czekałem. Nie chowałem się. Zacząłem iść w jego kierunku. Nie odwrócił się. Ostrożnie podszedłem do niego. Bez słowa usiadłem obok. Serce dudniło mi w piersi. Miałem niespokojny oddech.
- Je... jestem...
- Hitoshi. - Przerwał mi w połowie wypowiadając moje imię. Byłem przerażony. Spokojnie spojrzał na mnie. Jego oczy mnie paraliżowały. - Czekałem na Ciebie. - Szepnął. Siedziałem z szeroko otwartymi oczami. - Nie bój się mnie. - Powiedział cicho. Wtedy to zobaczyłem. Idealny uśmiech. Śnieżnobiałe zęby. Jego usta mnie wołały.
- Nie... nie boje. - Odpowiedziałem. Miałem w gardle gulę.
- Na prawdę? - Szepnął uśmiechając się łobuzersko. Uniósł dłoń. Opuszkami palców przejechał mi po policzku. Zadrżałem. Słodkie dreszcze opanowały moje ciało. Z jednej strony bałem się, a z drugiej pragnąłem jego dotyku.
- T.. tak - Wypowiedziałem bezgłośnie.
- Chodź ze mną Hitoshi. Dołącz do mnie. Wróć... do mnie. - Patrzał na mnie. Jego oczy stały się szkliste. Wróć?! Co to ma znaczyć? Odsunąłem się od niego. Zacząłem się bać. - Proszę nie bój się mnie. Musisz mnie pamiętać! - Po jego policzku spłynęła łza. Anielska łza. Przysunął się blisko do mnie i złapał za nadgarstki. Nagle nasze usta się połączyły. Adrenalina i coś nie znanego zaczęły buzować mi w głowie. Czułem jak odpływam. Zacząłem odlatywać. Wszystko inne nie miało znaczenia. Wplotłem dłoń w jego włosy. Moje ciało drżało. Nagle wszystko zaczęło do mnie docierać. Znałem go i to doskonale. Kiedyś, dawno temu w przeszłym wcieleniu, byliśmy razem. Kochałem go, a on mnie. Zginął w wypadku. Widocznie nie chciał stracić pamięci. Stał się aniołem, ale za to musiał coś oddać. Musi służyć tym u góry i swojemu człowiekowi. Jestem nim ja, a on jest moim aniołem stróżem.
______________________
Miało byś shounen ai, więc jest ;) Kolejna miniaturka (wiem znowu xD). Wybaczcie Mi, że nie piszę dłuższych opowiadań, ale na razie nie mam pomysłu na to. Postaram się coś naskrobać ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz