czwartek, 25 kwietnia 2013

Braciszek

Miał na imię Kyuu, byłam jego siostrą. Gdy się urodził, miałam 5 lat. Słodka buzia malca doprowadzała mnie do radości. Był owinięty w niebieski, delikatny kocyk. Usiadłam obok mamy, a ona dała mi go na ręce. Rósł jak normalny chłopiec. Uwielbiał biegać, bawić się i żyć. Do czasu...
Był ciepły wiosenny wieczór, razem z moim braciszkiem poszliśmy do parku. Było to 6 lat po jego narodzinach. Trzymałam go za rączkę i wolno szliśmy oglądając wszystko dookoła. Niedaleko był staw, tam właśnie się kierowaliśmy. Mieliśmy przyszykowany już chlebek dla kaczek i łabędzi. Usiedliśmy na brzegu i karmiliśmy ptaki. Kyuu był cały roześmiany, a ja byłam szczęśliwa. Zauroczony patrzył, jak wszystkie kaczki lgną do niego by go nakarmił. Nagle złapałam go pod pachami i podrzuciłam delikatnie w powietrze. Posadziłam go na swoich ramionach. Śmiał się w niebo głosy. Zaczęliśmy iść. Spotkaliśmy moją przyjaciółkę. Mieszkała niedaleko nas i często nas odwiedzała z swoim pieskiem Tishu. Kyuu stał się niespokojny, chciał się bawić ze zwierzęciem. Ściągnęłam go z pleców i postawiłam na ziemi. Przejęta rozmową z przyjaciółką nie zauważyłam jak malec oddalił się trochę z psiakiem. Po chwili zaczęło dziać się coś dziwnego, usłyszałam pisk opon.Rozglądałam się szukając braciszka. Po chwili zauważyłam zbiorowisko na ulicy. Podbiegłam tam i zobaczyłam zakrwawionego Kyuu ściskającego już chyba martwą Tishu. Był cały zapłakany. Wzięłam go na ręce i zaczęłam uspokajać.
- Ciii.. Mój Nii.. - Cieszyłam się, że jest cały i zdrowy. Zabrałam zapłakaną przyjaciółkę i brata i zaczęłam ich uspokajać. Przytuliłam oboje. Ktoś zadzwonił po weterynarza i podjął próby ratowania psiaka. Wrócił jednak ze złymi wieściami.
Kilka dni później, szłam odebrać braciszka z przedszkola. Słońce świeciło niemiłosiernie. Mały czekał już na mnie. Wystawiał zarumienioną buźkę do słońca.
- Ohayou Nii! Jak było w przedszkolu?
- Dobzie Nee. - Poszedł do mnie i mocno mnie uściskał. Kochałam swojego braciszka. Nie przypuszczałam nawet ile cierpienia może on doświadczyć w przyszłości, a to była niedaleka przyszłość. Wróciliśmy do domu. Maluch był cały różowy od słońca. Wzięłam krem i posmarowałam mu buzie. W te pędy wyrwał się i pobiegl do ogrodu. Ja poszłam do mamy, która robiła kolację. Wieczór minął spokojnie, ale do czasu...
Do późna siedziałam przed komputerem pisząc nowe opowiadanie. Nie chciałam by rodzice byli źli, więc cicho przemknęłam przez korytarz by się szybko umyć. Wtedy usłyszałam krzyki. Mój braciszek wołał pomocy. Poczułam strach. Zaczęłam biec do jego pokoju. Zobaczyłam, ze siedzi z mocno otwartymi i zapłakanymi oczami.
- Co się stało Kyuu? - Spytałam i podeszłam do jego łóżka. Włączyłam lampkę i wtedy zobaczyłam mnóstwo krwi na pościeli. Spojrzałam na Kyuu. Jego ciało wyglądało okropnie. Skóra schodziła płatami. Wszędzie była krew. Zaczęłam głośniej oddychać. Zawołałam rodziców.
Resztę nocy spędziliśmy w szpitalu. Siedziałam w kącie i szlochałam. To była moja wina. Miałam go nie puszczać na słońce.
Obudziłam się nad ranem. Leżałam obok braciszka. Szybko się odsunęłam by nie sprawić mu bólu. Uśmiechał się do mnie.
- Siostrzyczko będzie dobrze. - Pogłaskał mnie słabo. Miał podkrążone oczka i był blady. Z kroplówki ściekały płyny wprost do jego ręki. Zauważyłam drugi woreczek, zawieszony na haku. Miał czerwono-czarny płyn. Kyuu musiał wczoraj stracić dużo krwi. Mimo iż lekarze zapewniali, że jest z nim lepiej, widziałam jak z minuty na minutę słabnie. Wyrwał mnie z zamyśleń cienki głosik.
- Nee-chann? Jeśli pójdę do nieba, będziesz o mnie pamiętać?
- Nii-kun jak mogłabym zapomnieć o Tobie? Nie pójdziesz do nieba, musisz zostać ze mną. Mój Nii. Nie pozwolę Ci odejść! - Oczy miałam szkliste.
- Będę na Ciebie czekać Nee. Kocham Cię siostrzyczko. - Wyszeptał. Jego główka opadła wiotko. Zaczęłam płakać.
- Nie możesz odejść!! - Krzyczałam.
Kilka dni po jego śmierci, dowiedziałam się, że miał ciężką i rzadką chorobę. Gdyby wcześniej trafił do szpitala przeżyłby. Myślę o tym wszystkim siedząc na brzegu jeziora. Właśnie tego na którym zawsze karmiliśmy kaczki. Po policzku ciekną mi łzy. Chciałabym by tu był. Codziennie się do niego modle. "Będę czekać na Ciebie". Mój Ni... Oh mój Braciszku. Tęsknię za Tobą. Nie mogę się doczekać kiedy się spotkamy. Czekaj na mnie Aniołku.



***

Dobra, przyznaję, że sama płakałam przy pisaniu tego ;_; Gomen, że zabijam większość postaci <3 Mam nadzieję, że wam się spodoba ta miniaturka ;)
Pozdrawiam mojego Nii-kun <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz